Tytuł tak trochę z przymrużeniem oka, bo chodzi o reakcje ludzi kiedy jest się w komunikacji miejskiej z dzieckiem w chuście lub w wózku. Zauważyłam pewną prawidłowość, którą chciałam się podzielić, bo nie wiem czy to specyfika Warszawy, czy ogólnie tak jest.
Otóż za każdym razem kiedy jadę z córką w wózku komunikacją nie mogę się doprosić o ustąpienie miejsca przeznaczonego na wózek, już nawet nie wspominając o przepuszczeniu mnie w drzwiach metra, gdzie jest pierwszeństwo dla wózków… Na pomoc przy wnoszeniu/wynoszeniu wózka też za bardzo nie mogę liczyć, chociaż z tym jest najmniejszy problem. Zdecydowanie bardziej denerwuje to, że ludzie udają, że nie widzą i nie słyszą mnie kiedy kulturalnie mówię „Przepraszam”, bo chciałabym wjechać wózkiem w wyznaczone miejsce – do tego jeśli na raz w jednym autobusie trafią się 2-3 takie osoby, to już jest w ogóle ciężko, a do tego wszyscy się pchają. Dla mnie przejażdżka z wózkiem ma jeszcze jeden problem – moja córka nie lubi komunikacji i stania w miejscu, więc zaraz robi awanturę, a ja jej nawet nie mogę wyjąć, bo jak będę stała z nią na rękach w autobusie – nie jestem gotowa tak ryzykować jej życiem…
Za to jak mam dziecko w chuście/nosidle ergonomicznym sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Od razu sympatyczne uśmiechy. Właściwie jeszcze mi się nie zdarzyło prosić o ustąpienie miejsca siedzącego w komunikacji miejskiej, zwykle jeśli nikt nie chce się ruszyć jakaś osoba zwraca uwagę, że tutaj stoi matka z dzieckiem. Poza tym podróż jest o wiele spokojniejsza i w większości wypadków przespana przez główną uczestniczkę
. Nie mówię nie zawsze jest idealnie, są gorsze dni kiedy Oliwka mi się denerwuje, ale i tak nie ma takiego problemu jak w przypadku wózka. Poza tym dla nas to tez jest czas kiedy mamy siebie tylko dla siebie i możemy się poprzytulać.
Oczywiście konsekwencja jest taka, że jeśli gdzieś jadę i nie muszę brać wózka wybieram prostsze i wygodniejsze rozwiązanie, więc wózek się trochę kurzy
.
Zastanawia mnie jednak tutaj jedna rzecz. Z jednej strony jest mnóstwo osób, które się „tak martwią” o te nasze dzieci – a to, że nie ma czapeczki albo skarpetek, chociaż na dworze upał, ale jak trzeba pomóc matce z dzieckiem, to nikt nie widzi, bo tak wygodniej…
Najnowsze komentarze