Macierzyństwo :)

czyli jak dziecko zmienia kobietę (i mężczyznę)

Pomocni współpasażerowie… 21 Wrzesień 2009

Zastanawiam się jak to jest, że kiedy jadę z małą w chuście czy nosidle ergonomicznym i córeczka się złości, to wszyscy doszukują się winy w tym, że jest zamotana… Od razu słyszę komentarze, że jest jej za gorąco, niewygodnie – w końcu wszyscy w koło wiedzą lepiej co dolega mojemu dziecku, ale nikt nie pomyśli, że dziecko może nie lubić jeździć komunikacją miejską, ma dość korków (trudno się dziwić) i najlepiej się czuje kiedy mama się rusza, a nie stoi w miejscu… Nawet jak tłumaczę, to widzę niedowierzanie w oczach słuchacza, a ja dobrze wiem, że gdyby była w wózku to zaraz by chciała być wypuszczona, wzięta na ręce – przerabiałam to już tyle razy… Czemu nikt nic nie mówi kiedy dziecko jedzie w wózku i płacze, a wszyscy są najmądrzejsi w przypadku chusty?

Chociaż z drugiej strony, zawsze trafia się ktoś kto uważa, że dziecko jest niewłaściwie ubrane niezależnie od środka lokomocji ;) , że nie ma czapeczki/skarpetek/bucików (a na dworze 30 stopni)– ciekawe że Ci ludzie nie są ubrani w nie wiadomo jaką ilość rzeczy, a dziecko powinno być :/. Ciekawe skąd w społeczeństwie taki brak zaufania do matek… A może to tylko kwestia odwdzięczenia się za „stare” czasy kiedy to inni dostawali tyle rad?

Może nie powinnam jednak aż tak narzekać? W końcu spotykają nas zwykle uśmiechy i wszyscy chętnie ustępują nam miejsce? Co prawda ostatnio przestałam korzystać z tego przywileju jeśli córka nie śpi, przynajmniej wtedy trochę mniej się złości, jeśli czuje, że cały czas się rusza razem ze mną – przynajmniej w minimalnym stopniu niweluje to jej złość kiedy znowy czekamy na czerwonym :( .

 

Mama chustowa i mama wózkowa podbijają miasto 2 Wrzesień 2009

Filed under: dziecko,macierzyństwo — mamadorota @ 15:21
Tags: , , , ,

Tytuł tak trochę z przymrużeniem oka, bo chodzi o reakcje ludzi kiedy jest się w komunikacji miejskiej z dzieckiem w chuście lub w wózku. Zauważyłam pewną prawidłowość, którą chciałam się podzielić, bo nie wiem czy to specyfika Warszawy, czy ogólnie tak jest.

Otóż za każdym razem kiedy jadę z córką w wózku komunikacją nie mogę się doprosić o ustąpienie miejsca przeznaczonego na wózek, już nawet nie wspominając o przepuszczeniu mnie w drzwiach metra, gdzie jest pierwszeństwo dla wózków… Na pomoc przy wnoszeniu/wynoszeniu wózka też za bardzo nie mogę liczyć, chociaż z tym jest najmniejszy problem. Zdecydowanie bardziej denerwuje to, że ludzie udają, że nie widzą i nie słyszą mnie kiedy kulturalnie mówię „Przepraszam”, bo chciałabym wjechać wózkiem w wyznaczone miejsce – do tego jeśli na raz w jednym autobusie trafią się 2-3 takie osoby, to już jest w ogóle ciężko, a do tego wszyscy się pchają. Dla mnie przejażdżka z wózkiem ma jeszcze jeden problem – moja córka nie lubi komunikacji i stania w miejscu, więc zaraz robi awanturę, a ja jej nawet nie mogę wyjąć, bo jak będę stała z nią na rękach w autobusie – nie jestem gotowa tak ryzykować jej życiem…

Za to jak mam dziecko w chuście/nosidle ergonomicznym sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Od razu sympatyczne uśmiechy. Właściwie jeszcze mi się nie zdarzyło prosić o ustąpienie miejsca siedzącego w komunikacji miejskiej, zwykle jeśli nikt nie chce się ruszyć jakaś osoba zwraca uwagę, że tutaj stoi matka z dzieckiem. Poza tym podróż jest o wiele spokojniejsza i w większości wypadków przespana przez główną uczestniczkę ;) . Nie mówię nie zawsze jest idealnie, są gorsze dni kiedy Oliwka mi się denerwuje, ale i tak nie ma takiego problemu jak w przypadku wózka. Poza tym dla nas to tez jest czas kiedy mamy siebie tylko dla siebie i możemy się poprzytulać.

Oczywiście konsekwencja jest taka, że jeśli gdzieś jadę i nie muszę brać wózka wybieram prostsze i wygodniejsze rozwiązanie, więc wózek się trochę kurzy ;) .

Zastanawia mnie jednak tutaj jedna rzecz. Z jednej strony jest mnóstwo osób, które się „tak martwią” o te nasze dzieci – a to, że nie ma czapeczki albo skarpetek, chociaż na dworze upał, ale jak trzeba pomóc matce z dzieckiem, to  nikt nie widzi, bo tak wygodniej…

 

O noszeniu, czyli dylematy co wybrać – chustę, nosidło? Czyli o co z tym wszystkim chodzi. 28 Sierpień 2009

Ostatnio mam wrażenie, że w Internecie jest jakaś straszna wojna pomiędzy mamami chustowymi i nosidełkowymi (za chwilę wyjaśnię co mam na myśli z tym pojęciem). Każda przekonuje jak dobre jest to co używa i że jej dziecko nie chce tego drugiego. Niestety taka walka możne tylko zniechęcić rodzica do spróbowania nowej metody noszenia, więc chciałam trochę z przymrużeniem oka podejść do tematu i może jakoś to bardziej uporządkować.

Przede wszystkim rozszyfrujmy kwestię nosidła – pod tym słowem kryje się bardzo wiele rzeczy, które wypadałoby podzielić na jakieś grupy. Mamy tzw. nosidła ergonomiczne, które mają właściwości i zalety podobne do chusty i są również polecane przez mamy chustowe oraz nosidełka-wisiadełka, ochrzczone tak przez Zawitkowskiego, które mają bardzo wąski panel pomiędzy nogami.

W przypadku tych drugich, które najczęściej można zobaczyć wśród rodziców, najistotniejszą wadą (bo wszędzie  wspominaną) jest fakt, że dziecko wisi na kroczu – to był argument, który spowodował, że zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym urządzeniem i z niego zrezygnowałam. Dodatkową motywacją do znalezienia czegoś innego niż nosidełko-wisiadełko był fakt, że w takim czymś nie byłam w stanie zbyt długo chodzić, bo moja szyja nie była w stanie tego wytrzymać fizycznie – nosidełko, które miałam pomimo posiadania pasa biodrowego obciążało przede wszystkim szyje. Dodatkowo potrzebowałam alternatywy dla wózka i myślę, że to najczęstszy powód poszukiwań wśród rodziców.

Dodatkowym argumentem przeciwko nosidełkom-wisiadełkom jest kwestia noszenia dziecka przodem do świata – i tu mam mieszane uczucia czy rzeczywiście jest to aż tak szkodliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w przeciętnym nosidełku-wisiadełku rodzic za długo nie wytrzyma? Nie jestem psychologiem, więc trudno mi się tutaj wypowiadać, wiem że moje dziecko lubiło oglądać świat i taka pozycja jej pasowała, co  nie znaczy, że polecam używanie takiego nosidełka.

Podstawową zaletą chusty czy też nosidła ergonomicznego jest to, że dziecko jest w prawidłowej pozycji, czyli bardzo zalecanej przez ortopedów pozycji żabki. Nam ortopeda radził sadzanie córki na biodrze lub w pozycji żabki jak skończy 3 miesiące i będzie już samodzielnie i stabilnie trzymała główkę. Przyznać muszę, że na początku nie była w stanie wytrzymać w takiej pozycji zbyt długo, chociaż z czasem było coraz lepiej. I tutaj zastanawiam się nad tym, że niektóre mamy piszą/mówią, że ich dziecko się denerwuje w chuście czy nosidle przodem do rodzica – może to kwestia tego, że dziecko po prostu nie było przyzwyczajone do takiej pozycji? W wieku koło 4-5 miesięcy pozycja przodem do świata była zdecydowanie ciekawsza dla niej niż noszenie przodem do mnie – chociaż zupełnie inaczej odbierały ją moje plecy ;) . Poza tym warto wziąć pod uwagę, że pozycja na żabkę jest często stosowana przy dzieciach, które urodziły się zbyt wcześnie, gdyż pomaga im w prawidłowym oddychaniu – rodzić oddychając masuje klatkę piersiową dziecka, więc na pewno coś ta pozycja ma w sobie.

Nie chce tutaj nikogo przekonywać, że chusty są cacy, a nosidełka bee, czy też jako promocję jakieś innej opcji, to nie o to chodzi. Raczej chciałabym, żeby ta wypowiedź został potraktowana jako inny punkt widzenia, może pretekst do zastanowienia się nad tym co używać i w czym nosić. Dla mnie dużym problemem związanym z chustami i nosidłami ergonomicznymi jest to, że nie można tego obejrzeć i pomacać w zwykłym sklepie dla dzieci, w odróżnieniu od nosidełek-wisiadełek – chociaż tutaj też są różne sytuacje, bo znajomi ostatnio szukając czegoś dla swojego dziecka i chcąc od razu przetestować na maleństwie w jednym ze sklepów nie mogli przymierzyć nosidełka. Biorąc pod uwagę, że dzieci są różne pod kątem wzrostu i wagi, wydaje mi się to dziwnym działaniem.

Mam nadzieję, że jeśli udało Wam się przebrnąć przez ten tekst, to skłoni to Was to chwili refleksji i może chęci sprawdzenia o co chodzi z tymi chustami i co w tym takiego fajnego. Może warto sprawdzić na własnej skórze i wyrobić sobie własne zdanie zanim zaczniemy wygłaszać opinie zasłyszane?

Postaram się niedługo napisać i pokazać na czym polegają różnice pomiędzy nosidłami i jakieś moje przemyślenia, a może coś w związku z Waszymi pytaniami i sugestiami w tym temacie.

 

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.