Pierwszy krok udało się uczynić, czyli podjęłam trudną decyzję, że zaczynam ograniczać karmienia piersią i już definitywnie odstawiam córkę. Tak, jak to zwykle bywa, plan dobry, gorzej z realizacją – w końcu pierś to świetny uspokajacz i smoczek, pomaga w zasypianiu…
No ale decyzja podjęta i trze przejść do czynów. Na początek wprowadziłam karmienie po kąpieli – nie było to proste, bo przy probie podania butelki odbywała się wojna, córka od razu odpychała butelkę, ale gdy ta trafiła już do ust problem znikał. Następnym krokiem była zamiana mleka na kaszkę – w końcu prawie roczne dziecko powinno być w stanie przespać noc… a wstawanie kilka razy w nicy na karmienie po 11 miesiącach jest już dość męczące, więc trzeba jakoś “zatankować” dziecko na noc, żeby jedzenie na dłużej starczyło. Ten element planu poszedł całkiem nieźle, w tej chwili jak tylko Oliwka zobaczy przygotowana butelkę po kąpieli już się jej domaga.
Przyszedł moment na następny kok i chyba najtrudniejszy – nie karmię już w ciągu dnia. Tutaj sytuacja okazałą się trudniejsza, bo w końcu córka domagała się tego co “jej przecież się należy”. I co tu zrobić jak nie można słuchać płaczu swojego dziecka a chce się być konsekwentnym i nie pozwalać dziecku wymuszać płaczem. Tutaj zdecydowanie pomocny okazał się mąż, który dzielnie wymyślał coraz to nowe zajęcia dla córki. Do tego Oliwka postanowiła, że jak nie ma cyca to ona nie będzie spać… gdyby chociaż to zaowocowało przespaną nocą… co to to nie! Przez całą noc odbywałam piesze wędrówki nakarmienie, odkładanie do łóżeczka, powroty, bo córka się budziła zaraz po odłożeniu i tak w kółko – to była ciężka noc, a następna wcale nie lepsza. Na szczęście udało się przetrwać weekend, a na dodatek podać córce mleko w ciągu dnia, dzięki któremu udało jej się zasnąć.
To oznacza, że widzę jasne światełko w tunelu… jeszcze długa droga przede mną, a właściwe przed nami, ale jest nadzieja, że się nam uda powoli, małymi kroczkami zrezygnować z kolejnych mlecznych posiłków.
Najnowsze komentarze