Mam potrzebę trochę się wyżalić, bo dzisiejszy dzień dał mi się wyjątkowo we znaki (a to dopiero połowa dnia).
Ogólnie mam wrażenie, że pod względem empatii wśród ludzi, przynajmniej w komunikacji miejskiej jest nawet nieźle. W większości przypadków zawsze znajdzie się ktoś kto ustąpi miejsce kobiecie w ciąży bądź z dzieckiem (nawet tacie z dzieckiem
). Jeśli nawet nie ejst to reakcja natychmiastowa, to jeśli poprosi się o ustąpienie miejsca to też nie ma problemu i ludzie raczej nie narzekają.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w sklepie, czyli wszędzie tam, gdzie trzeba stać w kolejce. Tutaj ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze. Już nawet nie mówię o tym, żeby kobieta w ciąży została obsłużona poza kolejnością. Niby są kasy pierwszeństwa, albo jakieś informacje, ale nie są na tyle widoczne, żeby było wiadomo czy taka osoba jest obsługiwana poza kolejnością, a już na pewno (nawet jeśli są) to nikt się nie kwapi do tego aby taką osobę przepuścić.
Czemu w ogóle poruszam ten temat? Bo dzisiaj, jak co dzień zresztą, byłam z córką i wózkiem kupić dla niej jakąś bułkę na drugie śniadanie. Sytuacja wyglądała jak co dzień, kolejka w piekarni, więc stałyśmy sobie przed. Córcia wyszła z wózka bo nudno
. No i właściwie zaczęło się już wtedy. Pojawiła się pani, niby sympatyczna, której zwróciłam uwagę, że my też stoimy w kolejce. I zaczęła się rozmowa:
- To czemu Pani nie wchodzi?
- Bo nie ma w środku miejsca. – po wyjściu jakiś 2 osób udaje się nam i Pani wejść do środka. Oczywiście nadal jest sporo ludzi i ciężko pokazać dziecku co jest żeby sobie wybrała. Może jestem dziwna, ale pozwalam dziecku wybrać to na co ma ochotę do jedzenia, myślę, że nie jest to żadna zbrodnia.
Kiedy udało nam się dotrzeć do kasy pozwalam dziecku wybrać bułkę, a miła Pani na to:
- Nie dość, że zajmuje pani dużo miejsca z wózkiem, to jeszcze traci pani czas i pozwala dziecku teraz wybierać. Inni też czekają. (oczywiście wypowiedź parafrazuję, bo słowo w słowo nie potrafię powtórzyć).
W każdym bądź razie zrobiło mi się na prawdę przykro
. Kurcze człowiek stoi w kolejce i nie przepycha się. Odstałyśmy swoje i nie miałam jak wcześniej pokazać dziecku co ma do wyboru. Przecież 2-letnie dziecko też nie należy do najcierpliwszych, a ja mając dwie ręce, którymi muszę obsługiwać dziecko i wózek nie jestem w stanie się rozdwoić. Gdybym wiedziała wcześniej, w ogóle bym się nie odezwała i pozwoliła Pani kupić pieczywo przede mną. Może dzisiejsza aura jest mało pozytywna, ale do tej pory jeszcze ani razu nikt się nie czepiał, że jestem z wózkiem albo że dziecko sobie wybiera coś do jedzenia i zajmuje to chwilkę.
I tak Cię podziwiam, ja bym babie wygarnęła, choć generalnie należę do spokojnych i nieśmiałych osób.
Nie smuć się już, szkoda nerwów.Pozdrawiam