Ostatnio zaczęło mnie zastanawiać czemu rodzice na siłę podają małemu dziecku smoczek – żeby nie wkładało rączek/palców do buzi. Może nie jestem na czasie i informacje, które posiadam są już nieaktualne – może Wy wiecie o czymś czego sama nie doczytałam i mnie oświecicie?
Według mojej aktualnej wiedzy wkładanie palców do buzi jest w pełni naturalne i jest kolejnym etapem w rozwoju dziecka, zwykle zaczyna się w okolicach 3-4 miesiąca życia i nasilone trwa do 9-10 miesiąca. W tej sposób maluch poznaje świat i siebie. Jeśli będzie się walczyło na siłę z tym odruchem może to tylko spowodować, że etap ten będzie trwał dłużej – przekorna natura ludzka się kłania
, jak coś mi zabraniają to robię to z jeszcze większą pasję.
Pewnie zastanawiacie się czemu dzieci w ogóle coś takiego robią? – Trafiłam na opinię, że jest to sposób rozładowania napięcia, może to być objaw głodu, zębów, znam też opinię, że w ten sposób przesuwają sobie punkt odpowiedzialny za wywoływanie wymiotów (przepraszam, ale nie wiem jak to lepiej opisać) w głąb gardła, właśnie dzięki wsadzaniu sobie paluszków tak głęboko.
Oczywiście jak ze wszystkim tak i z tym należy patrzeć co dziecko robić, bo jeśli w buzi ląduje cały czas kciuk może to zacząć martwić, ale myślę że większość maluszków wkłada akurat te paluszki, które im w danym momencie podejdą pod buzię i wcale nie musi się to skończyć ssaniem kciuka. Ja mojemu dziecku nie wyjmowałam rąk z buzi – no chyba, że wkładała je trochę zbyt głęboko
– i nie ssie kciuka.
Myślę, że nie warto demonizować tego kciuka i jeśli zdarza się to raz na jakiś czas nie ma powodu do zmartwień, jeśli się wyjątkowo nasila – może warto poświecić dziecku więcej uwagi, być może się właśnie nudzi? W końcu większość specjalistów twierdzi, że ssaniem kciuka nie trzeba się martwić do wieku około 3 lat.
Nie wiem, jak to jest, ale podzielę sie własnym doświadczeniem
Jestem najstarsza z rodzeństwa, moja mama, gdy sie urodziłam, wyczytała w jakiejś “mądrej książce”, że smoczki to zlo, bo mogą powodować wadę zgryzu itd…
I nie dostałam smoczka. Efekt – mam 25 lat i dalej ssę kciuka.
Mojemu młodszemu rodzeństwu mama – nauczona na błedzie – pozwalała na smoczek, efekt – ze smoczka wyrośli w swoim czasie, kciuka nie ssą i mają ładniejszy zgryz od mojego, skrzywionego ssaniem palca…
Nie wiem, może ma to jakies drugie dno, może to, że ja ciągle ssę palec ma swoje źródło w tym, że moja mama usilnie starała się mnie oduczyć tego ssania (pamiętam smarowanie cytryną albo pieprzem /zlizywałam i dalej ssałam/, pamiętam naszywanie skarpetek na rękawy od piżamy /robiłam dziurkę i dalej ssałam/ – z tym, że te “szykany” z tego co pamiętam miały miejsce dopiero od 4 roku życia).
Ja mojemu dziecku będe dawać smoczek w każdym razie. Mniejsze zło
Myślę, że tutaj bardzo ważne jest obserwowanie dziecka. Nie można demonizować wszystkiego i na pewno są dzieci, które potrzebują smocznka. Co do nich coraz to są nowe wersje co uważają specjaliści, teraz trafiłam na artykuł, który popieral ich stosowanie. Nie da się dać jednej recepty na każde dziecko. Nie jestem psychologiem, więc swoje przemyślenia mam z obserwacji własnego dziecka jak również innych wśród znajomych rodziny. Powtórzę jeszcze raz – ważna jest obserwacja i pewne wypośrodkowanie pomiędzy różnymi poglądami specjalistów. Ja na początku nei odrzucałam smoczka, zrobiło to moje dziecko, ale też nie próbowałam za wszelką cenę wyciagać rączek z buzi. Zwykle zalecane jest odrzucenie smoczka koło 6 miesiąca, jak zaczynają wychodzić zęby, więz trudno powiedzieć jaki to ma wpływ na dziecko 3-4 letnie. Mam wrażenie, że niewielu smoczkowych rodziców odstawia smoczek tak wcześnie. Istotne jest jeszcze jedno – jeśli dziecko by wkladało do buzi tylko jeden palec, pewnie wtedy walczylabym i podawała smoczek, jeśli to są losowe palce (wtym obce
), jest to dla mnie naturalny odruch i etap rozwoju.
Myślę, że cieżko zaplanować podawanie lub nie skoczka tak z góry. Czasami to maluch podejmuje taką decyzję – oczywiście da się przekonać najbardziej opornego maluszka do smoczna, ale czy na prawdę warto na siłę? W moim odczuciu ważne jest reagowanie na potrzeby dziecka, i mam wrażenie, że brak smoczka zmusza rodzica do trochę większego wysiłku, ale oczywiście mogę się mylić – to tylko moja opinia bazująca na obserwacjach niektórych osób, a może jakiś stereotyp, że smoczek służy jako zatyczka gdy dziecko płacze.