Zastanawiam się jak to jest, że kiedy jadę z małą w chuście czy nosidle ergonomicznym i córeczka się złości, to wszyscy doszukują się winy w tym, że jest zamotana… Od razu słyszę komentarze, że jest jej za gorąco, niewygodnie – w końcu wszyscy w koło wiedzą lepiej co dolega mojemu dziecku, ale nikt nie pomyśli, że dziecko może nie lubić jeździć komunikacją miejską, ma dość korków (trudno się dziwić) i najlepiej się czuje kiedy mama się rusza, a nie stoi w miejscu… Nawet jak tłumaczę, to widzę niedowierzanie w oczach słuchacza, a ja dobrze wiem, że gdyby była w wózku to zaraz by chciała być wypuszczona, wzięta na ręce – przerabiałam to już tyle razy… Czemu nikt nic nie mówi kiedy dziecko jedzie w wózku i płacze, a wszyscy są najmądrzejsi w przypadku chusty?
Chociaż z drugiej strony, zawsze trafia się ktoś kto uważa, że dziecko jest niewłaściwie ubrane niezależnie od środka lokomocji
, że nie ma czapeczki/skarpetek/bucików (a na dworze 30 stopni)– ciekawe że Ci ludzie nie są ubrani w nie wiadomo jaką ilość rzeczy, a dziecko powinno być :/. Ciekawe skąd w społeczeństwie taki brak zaufania do matek… A może to tylko kwestia odwdzięczenia się za „stare” czasy kiedy to inni dostawali tyle rad?
Może nie powinnam jednak aż tak narzekać? W końcu spotykają nas zwykle uśmiechy i wszyscy chętnie ustępują nam miejsce? Co prawda ostatnio przestałam korzystać z tego przywileju jeśli córka nie śpi, przynajmniej wtedy trochę mniej się złości, jeśli czuje, że cały czas się rusza razem ze mną – przynajmniej w minimalnym stopniu niweluje to jej złość kiedy znowy czekamy na czerwonym
.
Najnowsze komentarze